Jesień to w Polsce czas koszyków, kaloszy i porannych wypraw do lasu. Skoro i tak myślimy o grzybach, sprawdźmy, jak się o nich mówi po hebrajsku. Okazuje się, że ten temat prowadzi nas od lasu sosnowego aż do Biblii i Talmudu.
Pitrija, czyli grzyb
Grzyby po hebrajsku to פטריות (pitrijot), a w liczbie pojedynczej פטרייה (pitrija). W codziennej rozmowie, na przykład w sklepie czy w przepisie, często chodzi po prostu o pieczarki. Różne gatunki grzybów mają jednak własne nazwy.
Część z nich to zapożyczenia, które brzmią znajomo dla każdego Europejczyka: שנטרל (szantarel, kurka), שמפיניון (szampinion, pieczarka) czy פורצ’יני (porczini, prawdziwek, z włoskiego porcini).
Inne nazwy są typowo hebrajskie i kryją w sobie ciekawe skojarzenia:
- maślak to ארנייה (ornija), bo rośnie w pobliżu sosny, po hebrajsku אורן (oren);
- borowik/podgrzybek to לבדית (lewadit), od słowa לבד (lewad), czyli „sam”.
To świetny przykład tego, jak działa hebrajski: znając jeden rdzeń, łatwiej zapamiętać kolejne słowa. Kto nauczy się słowa oren, ten przy okazji zapamięta maślaka.
Czy w Biblii są grzyby?
Grzybów w leśnym, koszykowym sensie w Biblii hebrajskiej nie znajdziemy. Ziemia Izraela to kraj raczej suchy, a grzybobranie nie było tam tak ważną tradycją jak u nas. Są jednak miejsca, w których grzyby, a raczej ich mniej przyjemni kuzyni, pojawiają się w tekście.
Pierwsze to שדפון וירקון (szidafon we-jerakon), tłumaczone zwykle jako „śnieć i rdza” albo „posucha i pleśń”. To choroby zbóż, dziś rozumiane w dużej mierze jako choroby grzybowe. Pojawiają się wśród przekleństw w Księdze Powtórzonego Prawa (28,22), w modlitwie Salomona (1 Krl 8,37) oraz u proroków Amosa (4,9) i Aggeusza (2,17).
Drugie to tajemnicza „trąd domu”, צרעת הבית (cara’at ha-bajit), opisana w Księdze Kapłańskiej (rozdział 14). Chodzi o zielonkawe lub czerwonawe plamy na ścianach domu, które kapłan miał oglądać, a zakażone kamienie usuwać. Wielu komentatorów widzi w tym opis pleśni lub grzyba ściennego, który zna każdy, kto mieszkał w wilgotnym mieszkaniu.
Grzyby w Talmudzie
Prawdziwe, jadalne grzyby pojawiają się dopiero w literaturze rabinicznej. W traktacie Berachot (40b) rabini zastanawiają się, jakie błogosławieństwo odmówić przed zjedzeniem כמהין ופטריות (kmehin u-pitrijot), czyli trufli i grzybów. Odpowiedź jest zaskakująca: nie błogosławieństwo za „owoc ziemi”, jak przy warzywach, lecz ogólne שהכל נהיה בדברו (szehakol nihje bidwaro, „przez którego słowo wszystko powstało”). Uzasadnienie? Grzyby, choć rosną na ziemi, nie czerpią z niej pożywienia tak jak rośliny. Dawni mędrcy dobrze wyczuli, że grzyb to coś zupełnie innego niż roślina, na długo zanim biologia wydzieliła grzyby jako osobne królestwo.
A kmehin, czyli trufle pustynne, do dziś zbiera się po zimowych deszczach w Negewie. Izraelskie grzybobranie wygląda więc trochę inaczej niż nasze.
Jesień to dobry moment na hebrajski
Grzybobranie uczy cierpliwości i uważności: trzeba się schylić, przyjrzeć, rozpoznać. Z nauką języka jest podobnie. Jeśli po tym wpisie masz ochotę poznać więcej takich słów, rdzeni i historii, zapraszamy na nasze jesienne kursy hebrajskiego.

